Dziś jest niedziela, 07.03.2021, imieniny Pawła, Tomasza
Wielkość tekstu:
A A+ A+
Jesteś tutaj: Strona główna » Referat Organizacyjny » Atrakcje turystyczne » Pomniki przyrody

Pomniki przyrody

1. Dąb "Bartek" - Kotwasice

Dąb to drzewo spośród innych wyjątkowe. Zachwycały się nim minione pokolenia, w wielu kulturach dębom przypisywano boski wymiar. Właśnie dla Słowian to dąb był świętym drzewem. Taki właśnie jest nasz Bartek, urzeka swoim majestatem, wielkością i długowiecznością. Jego wiek szacowany jest na 400-600 lat. Mimo sędziwego wieku drzewo jest w naprawdę niezłej kondycji. Dla zwiększenia witalności fachowcy w 2014 roku wszczepili drzewu mikoryzę, czyli pożyteczną grzybnię, która poprawia kondycję rośliny.

Dąb jest na tyle charakterystyczny i ważny dla naszej społeczności, że nie mogło go zabraknąć w herbie gminy.

Bartek mocno wrósł w tę ziemię. To swoisty świadek wielu wydarzeń ważnych dla narodu i lokalnej społeczności. Jest łącznikiem między przeszłością a teraźniejszością. Piękna rozłożysta korona, ogromny pień cieszył oczy kolejnych pokoleń, które dorastały w otoczeniu Bartka. Pokolenia przemijają a Bartek trwa nadal. Nie straszna mu była wojenna zawierucha czy nawet Socjalizm. Co ciekawe to właśnie w czasie głębokiego PRL-u Bartek zyskał miano pomnika przyrody. Dokładnie 30 maja 2017 r. minęło 60 lat od kiedy nasz dąb dzierży ten status.

Z Bartkiem związane są dwie legendy. Jedna z nich głosi że w jego cieniu odpoczywał sam Napoleon Bonaparte, który wracał z podboju Europy. Według innej Bartka miał posadzić sam Mieszko, który przebywał w tych rejonach na polowaniu ze swą żoną. A, że noc zaskoczyła ich w pobliżu Kotwasic postanowili przenocować w jednej z chat. Na pamiątkę swego pobytu książę posadził obok chaty dębowe drzewo. Legenda nie bardzo pokrywa się z prawdopodobnym wiekiem drzewa, ale na tym polega piękno legend i podań, że granica pomiędzy rzeczywistością a fikcją jest trudna do ustalenia.

Natomiast już nie legendą, a faktem jest, że w cieniu dębu lubią odpoczywać rowerzyści, którzy przemierzają tutejsze drogi. Drzewo znajduje się przy szlaku rowerowym i jest obowiązkowym punktem dydaktycznym na rowerowej trasie. Dąb zachwyca uczestników wycieczek, zwłaszcza dzieci, które będąc pod wrażeniem wielkości Bartka próbują rękoma objąć jego 870 cm pień. Drzewo jest też obiektem malarskim i fotograficznym, a także stanowi natchnienie dla lokalnych poetów.

Według dawnych wierzeń dęby są drzewami szczególnie narażonymi na uderzenia piorunów, były bowiem ulubionymi drzewami Bogów. Również Bartek nosi blizny powstałe na skutek wyładowań atmosferycznych, toteż w czasie burzy lepiej unikać schronienia pod jego koroną.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć, że Dąb Bartek z Kotwasic bywa często mylony ze swym słynniejszym imiennikiem z Bartkowa k/ Zagnańska (woj. Świętokrzyskie).

w 2018 r. w organizowanym przez Klub Gaja konkursie „Drzewo Roku 2018”, Bartek zdobywając  1154 głosy uplasował się na 4 miejscu.

 

2. Sosna "Celestyna" - Celestyny

W południowo-zachodnim zakątku naszej gminy leży niewielka wieś Celestyny. Wśród malowniczo rozpościerających się licznych pól, łąk i lasów na rozdrożu dróg rośnie z majestatyczną powagą samotne drzewo, starsze już od wszystkich mieszkańców. To Sosna pospolita, która pozostaje jakby w cieniu bardziej słynnego i znanego wszystkim drzewa rosnącego na malanowskiej ziemi, czyli herbowego dębu Bartek. Niczym nieograniczona przestrzeń sprawiła że sosna „urosła” do sporych rozmiarów. Ma ponad 330 cm obwodu oraz ok. 15 m wysokości. Potężne konary i bujna korona dają przyjemny cień w słoneczne dni niejednemu wędrowcowi oraz licznemu w tym rejonie ptactwu. Sosna jest od pokoleń, świadkiem lokalnej historii. Jest strażniczką miejscowych zwyczajów, tradycji i kultury. W 1978 roku została uznana za pomnik przyrody. Od tamtej pory jeszcze bardziej przykuwa uwagę turystów oraz miejscowych. Drzewo stało się obowiązkowym punktem dydaktycznym bowiem okolica jest lubiana przez miłośników pieszych i rowerowych wycieczek.

W 2019 r. sosna znalazła się w zaszczytnym gronie 16 finalistów, 9 edycji Konkursu Drzewo Roku 2019 organizowanego przez Klub Gaja.

Z Celestyną związana jest niezwykła legenda.

Pewnego pięknego, majowego dnia roku pańskiego 1702, młoda dziewczyna niebiańskiej wprost urody, o niepospolitym imieniu Celestyna, idąc do sąsiedniej wsi, by odwiedzić tam rodzinę, spotkała na rozstaju dróg urodziwego młodzieńca. Oboje na swój widok stanęli jak wryci, wpatrując się w siebie w niemym i pełnym zdumienia zachwycie. I stało się. Amor zwolnił cięciwę i strzała przeszyła oba młode serca, wyzwalając z nich wzajemną miłość od pierwszego wejrzenia, Miłosz – bo tak miał na imię ów młodzieniec – poprosił dziewczynę o chwilę rozmowy. Gdy się zgodziła, przysiedli przy drodze i już niebawem wtuleni w siebie, szeptali przysięgę wzajemnej, dozgonnej miłości. Jednak teraz niestety musieli się rozstać, gdyż Miłosz w wyniku poboru, wyruszał na wojnę ze Szwedami. Przyrzekli sobie, że po jego powrocie, niezwłocznie wezmą ślub i będą żyć długo i szczęśliwie.

Celestyna każdego dnia była na rozstaju dróg oczekując Miłosza, lecz ten nie wracał i nie wracał. Czuła się tam taka samotna, że posadziła sosenkę, z którą cichutko rozmawiała i obficie zraszała łzami swej tęsknoty. Nagle nadeszła wieść, że Miłosz poległ w bitwie pod Kliszowem. Celestyna jednak nie chciała w to uwierzyć. Dalej przychodziła do swej sosny łudząc się, że Miłosz jednak wróci. Trwało to całe lata. Miejsce ich spotkania , ich duchowych zaślubin, stało się dla niej miejscem świętym. Miejscem, w którym wylewała całe morze łez każdego dnia. Sosna jakby podlewana nimi, rosła w zadziwiającym tempie, stając się z każdym rokiem coraz okazalszą i piękniejszą. Aż któregoś dnia, znaleziono Celestynę przy swojej sośnie martwą. Zakończyła życie w miejscu, gdzie zaczęła się jej wielka miłość, która choć niespełniona, trwała przez wiele, wiele lat.

Od tego czasu dziewczęta z okolic bliskich i dalszych przybywały do sosny, by opłakiwać Celestynę i Miłosza, wzruszone ich tragicznym losem. Od ich łez sosna wciąż rosła, potężniała dziwnie szybciej niż inne i rośnie tak do dzisiaj. Choć minęło już kilkaset lat od tamtych wydarzeń, i dziś zdarza się, że można tu spotkać niewieścią postać, która ukradkiem roni pod sosną łzę, co oznacza, że właśnie poznała historię tamtych dwojga. To piękne drzewo stało się okazałym, żywym symbolem miłości. Potęga tej miłości przerodziła się w potęgę drzewa, które swoim ogromem jakby wciąż przypominało wielkość tamtego uczucia.

Pod koniec XIX wieku, w roku 1886, francuski wynalazca instrumentów muzycznych Victor Auguste Mustel, będąc przejazdem w Malanowie, usłyszał opowieść o Celestynie i okazałej samotnej sośnie, którą mieszkańcy nazwali jej imieniem. Zaciekawiony pojechał tam i kiedy stanął pod drzewem, poczuł się wręcz przytłoczony jego wielkością. A gdy nieco ochłonął, przymknął oczy, zamyślił się, usłyszał jak każda gałązka sosny poruszana lekkim wietrzykiem, wydaje dźwięki podobne do dźwięków małych dzwoneczków, które jak gdyby delikatnie potrącane łezkami drobnego deszczu, opowiadały tą smutną, dawną historię. Zasłuchał się zdumiony i zauroczony. Nie dawało mu to spokoju i zaraz po powrocie do Paryża, skonstruował instrument, który wydawał takie właśnie dźwięki, a na pamiątkę Celestyny nazwał go celesta.

Pod sosną byli też: Piotr Czajkowski, Dymitr Szostakowicz, Gustaw Holst i Bela Bartok, którzy doznając wrażeń podobnych do wrażeń Mustela, ulegli takiej fascynacji, że stworzyli potem dzieła, w których wykorzystali dźwięki płynące właśnie z celesty.

Od XVIII wieku, o miejscu tamtych wydarzeń mówiło się : ,,wioska Celestyny”, czyli wieś, w której mieszkała nasza Celestyna. Z czasem słowo ,,wioska” zniknęło i została w użyciu już tylko nazwa : Celestyny. I tak jest do dziś. A jaki jest związek dzisiejszych Celestyn z dawną ,,wioską Celestyny”? A no taki, że i dzisiaj także, jeśli ktoś stanie w Celestynach pod sosną Celestyną – tak dostojną, poważną, pomnikową – i posłucha uważnie, to na pewno usłyszy dźwięki delikatnych dzwoneczków. A gdy do tego uruchomi jeszcze choć trochę swoją wyobraźnię, to mimo przymkniętych oczu ujrzy w jej koronie piękną Celestynę wygrywającą na celeście swemu Miłoszowi te niebiańskie dźwięki.

A sama sosna ma się tak świetnie też dlatego, że opiekują się nią i sama Św. Celestyna z Metz, a także jej błogosławione imienniczki z Florencji i Brzozowa. Wszak celeste z łaciny znaczy "niebiański".

I tak kończy się historia dwojga ,,samotności”, z których jedna dawno odeszła w cień przeszłości, a druga wciąż trwa i trwa cierpliwie odliczając kolejne wieki…